ojej. śniło mi się, że na zlecenie konsorcjum warszawskich knajp z jedzeniem na telefon wdrażałem internetowy system rekomendacji klientów. coś jak gastronauci, tyle że to dostawcy oceniali zamawiających: czy szybko odbierają domofon, na którym piętrze mieszkają, czy mają windę, czy są sympatyczni i uśmiechnięci, jak reagują na spóźnienia i pomyłki, czy dają dobre napiwki i tak dalej. nie jestem pewien, jaki był cel całego projektu, chyba cośtam cośtam o przyznawaniu rabatów za dobre sprawowanie, ale i tak byłem z niego bardzo dumny.
niestety jakiś czas po skutecznym wprowadzeniu systemu okazało się, że nigdzie nie chcą ode mnie przyjąć zamówienia, bo mieszkam na poddaszu, nie daję się namówić na promocję, a w ogóle to wydaję się niesympatyczny. ja - niesympatyczny? ale koszmar.
sprzeczności i wzajemności
ja cię kręcę, jak ty mnie kręcisz.
robię brzuszki, aby brzuszek zgubić.
z pamiętnej imprezy to się nic nie pamięta.
robię brzuszki, aby brzuszek zgubić.
z pamiętnej imprezy to się nic nie pamięta.
Roland Barthes, Konstelacje obiektów
Syn szacha Iranu się narodził
tu na fotografii
królewskość (kołyska czczona przez tłum służby wokół)
bogactwo (mnóstwo opiekunek)
higiena (białe fartuchy, dach kołyski
z pleksi)
niemniej: ludzka natura króla
dziecię
płacze.
Paryż, 1961
Groupon
jara cię zimny łokieć, ale się peniasz, że siara? przesadź się na bajka i obczaj komfort Double Zimny Łokieć DeLuxe!
promocja na lato! wkładaj krótkie porty i wybadaj Zimne Kolanko 2012! 4x więcej przewiewu wokółstawowego.
słowo dnia: element
w przeciwieństwie do Ali od kotów i Oli od parasoli, Ela była elementem z marginesu elementarza. dlatego też, gdy poszła na stronę, Ala i Ola zatrzasnęły ją za czwartą stroną okładki. koty i parasole odetchnęły z ulgą.
pole mokotowskie
myśleli, że te ciemne na drzewie to gniazda. zmienili ławkę, bo się bardzo kochali. tak naprawdę nie było się czego bać.
potem stwierdzili, że jemioła jednak, że pocałunki, że święta, że zielone, że żywe. i już wracali, ale nadal nie mieli racji.
jakiś dzieciak przebiegł, wrzeszcząc: 'babcia, patrz, wata cukrowa na drzewie'. 'nie wygłupiaj się, krucze gniazda, jemioła', odpowiedziała, ale się myliła.
a cukier parował z nich przez cały wieczór i krystalizował się na gałęziach.
ale o tym nie musimy wiedzieć.
potem stwierdzili, że jemioła jednak, że pocałunki, że święta, że zielone, że żywe. i już wracali, ale nadal nie mieli racji.
jakiś dzieciak przebiegł, wrzeszcząc: 'babcia, patrz, wata cukrowa na drzewie'. 'nie wygłupiaj się, krucze gniazda, jemioła', odpowiedziała, ale się myliła.
a cukier parował z nich przez cały wieczór i krystalizował się na gałęziach.
ale o tym nie musimy wiedzieć.
tak naprawdę to bardzo się lubimy
- cześć, niemy kretynie - przywitałem lustro.
- cześć, głuchy kretynie - odpowiedziało, ale z jaką satysfakcją!
- cześć, głuchy kretynie - odpowiedziało, ale z jaką satysfakcją!
Zapalenie miazgi
Zuzanna zaniedbała swoje uzębienie i obawiała się, że za późno już na bezbolesną wizytę u dentysty. Mimo to zacisnęła, cha-cha, zęby i umówiła się na kontrolę. Nie było tak źle: stomatolog w białym kitlu uderzał kamertonem kolejno w siekacze, kły, przedtrzonowce, trzonowce i szeptał:
- Czysto… czysto… czysto…
Zuza była naprawdę szczęśliwa, że trafiła w ręce specjalisty.
Dopiero przy dolnej prawej siódemce twarz stomatologa wykrzywiła się nieznacznie. Uderzył kamertonem po raz drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu oznajmił:
- Nie stroi! Będziemy leczyć kanałowo!
Ufna Zuzanna nie pisnęła nawet, gdy jej szczęśliwa siódemka została otwarta. Pan doktor wielkimi szczypcami wyciągnął dźwięczące wciąż struny z wszystkich trzech kanałów. Oczyścił dziurę w skali podchlorynem sodu, a następnie osuszył i wypełnił ciszą obojętną dla organizmu. Po policzku Zuzanny spłynęła samotna łza.
- Dziękuję, doktorze! Już prawie nie boli! – szepnęła.
- Będzie boleć jeszcze przez trzy tygodnie – odpowiedział skromnie.
- Czysto… czysto… czysto…
Zuza była naprawdę szczęśliwa, że trafiła w ręce specjalisty.
Dopiero przy dolnej prawej siódemce twarz stomatologa wykrzywiła się nieznacznie. Uderzył kamertonem po raz drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu oznajmił:
- Nie stroi! Będziemy leczyć kanałowo!
Ufna Zuzanna nie pisnęła nawet, gdy jej szczęśliwa siódemka została otwarta. Pan doktor wielkimi szczypcami wyciągnął dźwięczące wciąż struny z wszystkich trzech kanałów. Oczyścił dziurę w skali podchlorynem sodu, a następnie osuszył i wypełnił ciszą obojętną dla organizmu. Po policzku Zuzanny spłynęła samotna łza.
- Dziękuję, doktorze! Już prawie nie boli! – szepnęła.
- Będzie boleć jeszcze przez trzy tygodnie – odpowiedział skromnie.
pierwsza pora
wiosnę uznaje się za rozpoczętą, gdy po raz pierwszy w danym roku kalendarzowym zapomnę zabrać kurtkę z szatni w BUW.
Subskrybuj:
Posty (Atom)