myśleli, że te ciemne na drzewie to gniazda. zmienili ławkę, bo się bardzo kochali. tak naprawdę nie było się czego bać.
potem stwierdzili, że jemioła jednak, że pocałunki, że święta, że zielone, że żywe. i już wracali, ale nadal nie mieli racji.
jakiś dzieciak przebiegł, wrzeszcząc: 'babcia, patrz, wata cukrowa na drzewie'. 'nie wygłupiaj się, krucze gniazda, jemioła', odpowiedziała, ale się myliła.
a cukier parował z nich przez cały wieczór i krystalizował się na gałęziach.
ale o tym nie musimy wiedzieć.
tak naprawdę to bardzo się lubimy
- cześć, niemy kretynie - przywitałem lustro.
- cześć, głuchy kretynie - odpowiedziało, ale z jaką satysfakcją!
- cześć, głuchy kretynie - odpowiedziało, ale z jaką satysfakcją!
Zapalenie miazgi
Zuzanna zaniedbała swoje uzębienie i obawiała się, że za późno już na bezbolesną wizytę u dentysty. Mimo to zacisnęła, cha-cha, zęby i umówiła się na kontrolę. Nie było tak źle: stomatolog w białym kitlu uderzał kamertonem kolejno w siekacze, kły, przedtrzonowce, trzonowce i szeptał:
- Czysto… czysto… czysto…
Zuza była naprawdę szczęśliwa, że trafiła w ręce specjalisty.
Dopiero przy dolnej prawej siódemce twarz stomatologa wykrzywiła się nieznacznie. Uderzył kamertonem po raz drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu oznajmił:
- Nie stroi! Będziemy leczyć kanałowo!
Ufna Zuzanna nie pisnęła nawet, gdy jej szczęśliwa siódemka została otwarta. Pan doktor wielkimi szczypcami wyciągnął dźwięczące wciąż struny z wszystkich trzech kanałów. Oczyścił dziurę w skali podchlorynem sodu, a następnie osuszył i wypełnił ciszą obojętną dla organizmu. Po policzku Zuzanny spłynęła samotna łza.
- Dziękuję, doktorze! Już prawie nie boli! – szepnęła.
- Będzie boleć jeszcze przez trzy tygodnie – odpowiedział skromnie.
- Czysto… czysto… czysto…
Zuza była naprawdę szczęśliwa, że trafiła w ręce specjalisty.
Dopiero przy dolnej prawej siódemce twarz stomatologa wykrzywiła się nieznacznie. Uderzył kamertonem po raz drugi, trzeci, czwarty, aż w końcu oznajmił:
- Nie stroi! Będziemy leczyć kanałowo!
Ufna Zuzanna nie pisnęła nawet, gdy jej szczęśliwa siódemka została otwarta. Pan doktor wielkimi szczypcami wyciągnął dźwięczące wciąż struny z wszystkich trzech kanałów. Oczyścił dziurę w skali podchlorynem sodu, a następnie osuszył i wypełnił ciszą obojętną dla organizmu. Po policzku Zuzanny spłynęła samotna łza.
- Dziękuję, doktorze! Już prawie nie boli! – szepnęła.
- Będzie boleć jeszcze przez trzy tygodnie – odpowiedział skromnie.
pierwsza pora
wiosnę uznaje się za rozpoczętą, gdy po raz pierwszy w danym roku kalendarzowym zapomnę zabrać kurtkę z szatni w BUW.
sny introwertyków
sny introwertyków są takie malutkie! bardziej niż sny przypominają trumnę albo szafę - zależnie od tego, czy wolisz śnić na leżąco, czy na baczność. w takich snach ciężko jest nawet oddychać, bo gdy tylko nabierzesz powietrza, czujesz, że za mocno napierasz na cienkie, cienkie ścianki dzielące cię od jawy.
w takich snach nie zmieści się nawet pies. kiedyś przyśnił ci się malutki kundelek, ale wiadomo, pies musi się wybiegać. tak długo strugałeś jego huraganowe wyścigi, aż zostały tylko gołe wektory, które złożyłeś w bieliźniarce. a koty? bez ruchu nawet z tyci tyci kici tycie zrobi hektolitrowego potwora, który wypchnie cię za drzwi rzeczywistości.
raz postanowiłem zaryzykować i ci się przyśniłem. wyrzuciłeś mnie natychmiast, tłumacząc, że czeka cię ciężki dzień, musisz się porządnie wyspać, a w takiej ciasnocie to się nie da. potem kilka razy próbowałem ci się śnić w kawałkach, raz głowa, raz ręka, raz serce, ale skarżyłeś się na koszmary.
to już było coś, bo na ogół po przebudzeniu nic nie pamiętasz. tak łatwo się zapomnieć, a w twoich snach jesteś ty i tylko ty. sny introwertyków są przecież takie malutkie.
w takich snach nie zmieści się nawet pies. kiedyś przyśnił ci się malutki kundelek, ale wiadomo, pies musi się wybiegać. tak długo strugałeś jego huraganowe wyścigi, aż zostały tylko gołe wektory, które złożyłeś w bieliźniarce. a koty? bez ruchu nawet z tyci tyci kici tycie zrobi hektolitrowego potwora, który wypchnie cię za drzwi rzeczywistości.
raz postanowiłem zaryzykować i ci się przyśniłem. wyrzuciłeś mnie natychmiast, tłumacząc, że czeka cię ciężki dzień, musisz się porządnie wyspać, a w takiej ciasnocie to się nie da. potem kilka razy próbowałem ci się śnić w kawałkach, raz głowa, raz ręka, raz serce, ale skarżyłeś się na koszmary.
to już było coś, bo na ogół po przebudzeniu nic nie pamiętasz. tak łatwo się zapomnieć, a w twoich snach jesteś ty i tylko ty. sny introwertyków są przecież takie malutkie.
sylogizmy słodyczy
życie bez komputera jest niemożliwe
życie bez komputera jest możliwe
niemożliwe jest możliwe
życie bez komputera jest możliwe
niemożliwe jest możliwe
o rety, rety: aparaty!
nowy laptop z czystym jak śnieg dyskiem twardym. żadnej historii przeglądanych stron, żadnych ostatnio modyfikowanych dokumentów. superlekki, supercichy, supernowoczesny. nie potrafię przestać o nim myśleć jak o bardzo, bardzo cienkiej książce.
promocja, recepcja, absorpcja
tajny dziennik białoszewskiego i okolice: u jednych mistrz miron nazaretańskim gestem gładzi dzieci po głowach i prawi komunały, u innych nic, tylko ogląda gejowskie porno w nowojorskim e-kinie ("e" od erotyka, nie "e" od elektronika; eee...). na pewno napisał tylko jeden dziennik? na pewno wszyscy promotorzy czytali tę samą redakcję? za gruby był, to pocięli na kilka części i czytali te skrawki niezależnie od siebie?
stringere l'amicizia
- ciao! mi chiamo filippo. come ti chiami?
- che coincidenza, mi chiamo filipetti! piacere.
- piacere. sono studente di filologia polacca. e tu? che cosa fai nella vita?
- io sono una bevanda aromatizzata a base di vino bianca*, specialità originale dalla ricetta italiana!
- che bello! andiamo per un drink?
* non sono sicuro ma è possibile che filipetti non conosca bene la grammatica.
- che coincidenza, mi chiamo filipetti! piacere.
- piacere. sono studente di filologia polacca. e tu? che cosa fai nella vita?
- io sono una bevanda aromatizzata a base di vino bianca*, specialità originale dalla ricetta italiana!
- che bello! andiamo per un drink?
* non sono sicuro ma è possibile che filipetti non conosca bene la grammatica.
przeprawa
księżyc, sztuczne światło, lód. wisła poniżej, czerwone barierki pomiędzy i niewielki ruch. ale głównie: księżyc, sztuczne światło, lód.
homeopatia, szamanizm, ziołolecznictwo
'od kiedy nałogowo palę fajki, zacząłem rosnąć i już w ogóle nie choruję'.
Subskrybuj:
Posty (Atom)